Tylko 9 dni potrzebowały kartki wysłane z Bangkoku, by dotrzeć do odbiorców w Polsce. Mam nadzieję, że te wysłane w Myanmar z Yangon też w końcu dotrą... bo tym razem nie zrobiłam ich foty przed wysłaniem :)
"I travel because my life is an adventure I create" Podróżuję, bo lubię... a może nawet i kocham :) Piszę, bo chcę się z tym dzielić, a że nie jestem systematyczna... trudno. Kto chce i tak jest na bieżąco :) Pozdrawiam czytaczy i czekam na komenty :) 3wa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thailand. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thailand. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 grudnia 2013
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Ostatki w Bangkoku
Po kilku dniach na wyspach trzeba już powoli wracać do rzeczywistości. Jeszcze zanim trafię z rajskiej plaży prosto w ołów polskiej pogody dwa dni jestem w Bangkoku.
Z Koh Phangan start o 12.30 łodzią do Surat Thani (z małym postojem jeszcze na Koh Samui), potem jazda na dworzec kolejowy autokarem, potem nocny pociąg z kuszetkami i "już" o 7.30 następnego dnia rano jestem w BKK. Na samą myśl jeszcze mną buja :).
Bangkok przywitał nas niestabilną sytuacją. Niby nie czuć bezpośrednio, ale taksówki nie chcą jechać gdzie my byśmy chciały, tuk-tuki krzyczą ceny 4 razy wyższe niż normalnie, aż w końcu wracając do hotelu trafiamy w samo serce demonstracji... Tysiące ludzi wokół Democracy Monument, wszędzie flagi i hałas kołatek i gwizdków. Nie czułam się zbyt pewnie, ale przecież to kolejna z demonstracji, w której biorę udział przez przypadek, kolejna na końcu świata...
Jeszcze ostatnie zakupy, jeszcze powtórka ze zwiedzania miasta i czas się pakować... Mam nadzieję, że się zmieszczę :D
Z Koh Phangan start o 12.30 łodzią do Surat Thani (z małym postojem jeszcze na Koh Samui), potem jazda na dworzec kolejowy autokarem, potem nocny pociąg z kuszetkami i "już" o 7.30 następnego dnia rano jestem w BKK. Na samą myśl jeszcze mną buja :).
Bangkok przywitał nas niestabilną sytuacją. Niby nie czuć bezpośrednio, ale taksówki nie chcą jechać gdzie my byśmy chciały, tuk-tuki krzyczą ceny 4 razy wyższe niż normalnie, aż w końcu wracając do hotelu trafiamy w samo serce demonstracji... Tysiące ludzi wokół Democracy Monument, wszędzie flagi i hałas kołatek i gwizdków. Nie czułam się zbyt pewnie, ale przecież to kolejna z demonstracji, w której biorę udział przez przypadek, kolejna na końcu świata...
Jeszcze ostatnie zakupy, jeszcze powtórka ze zwiedzania miasta i czas się pakować... Mam nadzieję, że się zmieszczę :D
czwartek, 28 listopada 2013
Spacer na Koh Ma
To jedna z nielicznych wysp, na którą doszłam na piechotę... ale od początku.
Dziś obudziły nas potworne opady deszczu i burza. Dudniło w dach jak szalone, jakby z konewki, albo ze szlaucha raczej ktoś intensywnie polewał. Rozjaśniło się po 10tej dopiero, małe śniadanko... i co by tu dalej? Plaża mokra, pani od masażu nie ma. Chciałyśmy wypożyczyć motorek, ale chcieli paszport w zastaw, niech spadają. Wyszłyśmy na ulicę i złapałyśmy stopa :D. Dojechałyśmy do plaży z której na piechotkę można dojść ma maleńką wyspę Koh Ma.
Potem zatrzymałysmy się na tej plaży, bo nie dość, że bardzo przyjemna, to z brzegu można posnorkować, co oczywiście od razu poczyniłam. W trakcie pływania dopadł mnie deszcz, ale jakoś mi to nie przeszkadzało :D.
Po godzinie wyszłam z wody prawie rozmięknięta... ale widoczki pod - cudne. Tyle kolorowych ryb i rybek, tyle życia tam. Fantastycznie!
Z plaży z widokiem na Koh Ma zadzwoniłam też na Skype do mamy... relacja z kamerki na żywo szła. UWIELBIAM INTERNET!
Na swoją plażę wróciłyśmy również na stopa :), szybka kąpiel, by sól z siebie spłukać i na masaż. No i niby na co miałbym narzekać?
Jest jedno - komary. Jak zawsze jestem pogryziona maksymalnie. Smaruję świeżo nabytym TigerBalm - łagodzi.
Dziś obudziły nas potworne opady deszczu i burza. Dudniło w dach jak szalone, jakby z konewki, albo ze szlaucha raczej ktoś intensywnie polewał. Rozjaśniło się po 10tej dopiero, małe śniadanko... i co by tu dalej? Plaża mokra, pani od masażu nie ma. Chciałyśmy wypożyczyć motorek, ale chcieli paszport w zastaw, niech spadają. Wyszłyśmy na ulicę i złapałyśmy stopa :D. Dojechałyśmy do plaży z której na piechotkę można dojść ma maleńką wyspę Koh Ma.
Potem zatrzymałysmy się na tej plaży, bo nie dość, że bardzo przyjemna, to z brzegu można posnorkować, co oczywiście od razu poczyniłam. W trakcie pływania dopadł mnie deszcz, ale jakoś mi to nie przeszkadzało :D.
Po godzinie wyszłam z wody prawie rozmięknięta... ale widoczki pod - cudne. Tyle kolorowych ryb i rybek, tyle życia tam. Fantastycznie!
Z plaży z widokiem na Koh Ma zadzwoniłam też na Skype do mamy... relacja z kamerki na żywo szła. UWIELBIAM INTERNET!
Na swoją plażę wróciłyśmy również na stopa :), szybka kąpiel, by sól z siebie spłukać i na masaż. No i niby na co miałbym narzekać?
Jest jedno - komary. Jak zawsze jestem pogryziona maksymalnie. Smaruję świeżo nabytym TigerBalm - łagodzi.
wtorek, 26 listopada 2013
Koh Phangan, wypoczynek na kolejnej wyspie
Dziś pobudka skoro świt, 6.00, po niespełna 4h snu i znowu w drogę.
Na szczęście nie daleko i w dobrych warunkach. Z Koh Samui łodzią na Koh Phangan. O 10 miałyśmy już domek przy plaży, wciągnęłyśmy małe śniadanie i plażowanie.
Błogie nicnierobienie :D
Na szczęście słońce nie paliło jak szalone, więc było bardzo przyjemnie... Niestety prognozy pogody nie są optymistyczne :|
zobaczymy, zawsze to lepiej niż -1 w Pl.
A teraz mały relax w barze, gdzie zabrał nas sąsiad z plaży, a zawodowo Mr. Fish Selecta polski DJ reagge z Ibizy. Jechaliśmy we trójkę na jednym motobikeu :D
Ta Ibiza mnie prześladuje ostatnio, chyba tam pojadę sprawdzić co jest na rzeczy :D
Na szczęście nie daleko i w dobrych warunkach. Z Koh Samui łodzią na Koh Phangan. O 10 miałyśmy już domek przy plaży, wciągnęłyśmy małe śniadanie i plażowanie.
Błogie nicnierobienie :D
Na szczęście słońce nie paliło jak szalone, więc było bardzo przyjemnie... Niestety prognozy pogody nie są optymistyczne :|
zobaczymy, zawsze to lepiej niż -1 w Pl.
A teraz mały relax w barze, gdzie zabrał nas sąsiad z plaży, a zawodowo Mr. Fish Selecta polski DJ reagge z Ibizy. Jechaliśmy we trójkę na jednym motobikeu :D
Ta Ibiza mnie prześladuje ostatnio, chyba tam pojadę sprawdzić co jest na rzeczy :D
niedziela, 24 listopada 2013
Cudne robienie NIC :D
Fantastyczne to uczucie, gdy jedynym obowiązkiem jest jeść, pić i posmarować się balsamem z filtrem.
Przestało padać, pogoda się wylkarowała i relaks po całości.
Super było też nadawać Skypem do zaspanej jeszcze rodzinki relację prosto z plaży, popijając kokosowo-ananasowego shake'a.
Ja uwielbiam wakacje w listopadzie...
Trochę fotek (na bieżąco i z ręki) na FB.
Jutro wycieczka do Morskiego Parku Narodowego Angthong.
Przestało padać, pogoda się wylkarowała i relaks po całości.
Super było też nadawać Skypem do zaspanej jeszcze rodzinki relację prosto z plaży, popijając kokosowo-ananasowego shake'a.
Ja uwielbiam wakacje w listopadzie...
Trochę fotek (na bieżąco i z ręki) na FB.
Jutro wycieczka do Morskiego Parku Narodowego Angthong.
piątek, 22 listopada 2013
Koh Samui, Lamai Beach
Miał być relax w pełnym słońcu.... miał. Leje, burza z piorunami raz po raz, ale na szczęście ciepło jest. Mam nadzieję, że jutro już będzie lepiej.
czwartek, 21 listopada 2013
sobota, 9 listopada 2013
Podekscytowanie, radość, pełnia zadowolenia
Szalone to miasto, ale lubię, nawet bardzo. Dlaczego? Bo tak!
Temperatura bez względu na porę dnia nie spada poniżej 25 stopni - nigdy.
Jedzenie, na każdym kroku, bez względu czy to wypasiona knajpa, czy uliczna gar-kuchnia fantastyczne i świeże.
Na każdym rogu stragan ze świeżymi owocami. Na każdym kroku stragany z ciuchami - tylko letnimi. I całe mnóstwo innych bibelotów.
Kto nie był - bardzo polecam.
Kto był powiem, że z niewiadomych przyczyn zniknął podwieszony Tuk-tuk z Khao San Road. Normalnie zabrakło symbolu miasta :P.
Tymczasem tu już sobotni poranek, ruszamy na lotnisko DMK, by lecieć do Mandalay!
Temperatura bez względu na porę dnia nie spada poniżej 25 stopni - nigdy.
Jedzenie, na każdym kroku, bez względu czy to wypasiona knajpa, czy uliczna gar-kuchnia fantastyczne i świeże.
Na każdym rogu stragan ze świeżymi owocami. Na każdym kroku stragany z ciuchami - tylko letnimi. I całe mnóstwo innych bibelotów.
Kto nie był - bardzo polecam.
Kto był powiem, że z niewiadomych przyczyn zniknął podwieszony Tuk-tuk z Khao San Road. Normalnie zabrakło symbolu miasta :P.
Tymczasem tu już sobotni poranek, ruszamy na lotnisko DMK, by lecieć do Mandalay!
piątek, 8 listopada 2013
Bangkok zachmurzony
Podróż do. Minęła gładko, bez jakichkolwiek zaburzeń. Gdynia - Gdańsk - Warszawa - Amsterdam - Paryż - Bangkok. Wszystko o czasie i jak najlepszym porządku. Długa kolejka do Imigration, potem wymiana kasy, w taxi i do Happy House naszego hostelu w okolicy Khao San Road.
Po 3 godzinach od lądowania wreszcie mogam się położyć i trochę odpocząć po podróży.
Jest 6-cio godzinna różnica czasu z Polską, wiec skołowana jestem dość konkretnie. Ale zaraz idę wbić się w rytm miasta :)
Najważniejsze - pół świeżego ananasa patyczkiem już zjadłam a teraz idę na jakieś uliczne jedzonko... zawsze pyszne!
Jest 30 stopni... jak na listopad to nie mam na co narzekać :D
Po 3 godzinach od lądowania wreszcie mogam się położyć i trochę odpocząć po podróży.
Jest 6-cio godzinna różnica czasu z Polską, wiec skołowana jestem dość konkretnie. Ale zaraz idę wbić się w rytm miasta :)
Najważniejsze - pół świeżego ananasa patyczkiem już zjadłam a teraz idę na jakieś uliczne jedzonko... zawsze pyszne!
Jest 30 stopni... jak na listopad to nie mam na co narzekać :D
Lokalizacja:
Bangkok, Tajlandia
Subskrybuj:
Posty (Atom)