"I travel because my life is an adventure I create" Podróżuję, bo lubię... a może nawet i kocham :) Piszę, bo chcę się z tym dzielić, a że nie jestem systematyczna... trudno. Kto chce i tak jest na bieżąco :) Pozdrawiam czytaczy i czekam na komenty :) 3wa
środa, 13 listopada 2013
wtorek, 12 listopada 2013
Road to Mandalay
Mandalay 9-11.11.2013
Chyba zawsze chciałam tu przyjechać, nie wiem dlaczego, może przez piękną melodyjną nazwę, może przez Robbiego W ;) a może...
Road to Mandalay w moim przypadku okazała się dość łatwa, wsiadłam do samolotu w Bangkoku i po niespełna 2h lotu, przesunięciu zegarka o pół godziny, przejechaniu kolejnej godziny shuttle busem Air Asia - oto jestem :)
Miasto jak miasto - nie! Aż nie wiem jak ro opisać. Ulice jak na Manhattanie - pod kątem prostym i ponumerowane, więc bardzo łatwo się zorientować w terenie. Kompletny brak oświetlenia, więc tuż po zachodzie słońca gdyby nie motorki i wystawy sklepowe byłoby jak wiadomo gdzie i u kogo. Ruch jest prawostronny, ale większość aut ma kierownice po prawej stronie i jazda - jest "niezłą jazdą..." Wszędzie mnóstwo kurzu i śmieci. Ale... da się lubić, bo ma swoje smaczki i miejscówki.
Jednak okolice Mandalay podobały mi się znacznie bardziej... Tam jeszcze cywilizacja nie dotarła, tam wszystko jeszcze jest tak jak 30 lat temu, a może jak i 50. Kurne chaty, życie ze zwierzętami pod jednym dachem, brak prądu, bieda, proste jedzenie i bardzo duża sympatia do ludzi wokół.
O zabytkach, pałacu, świątyniach, pagodach i stupach może jeszcze napiszę, bo trudno sobie wyobrazić, a mi niełatwo opisać różnorodność a zarazem jednorodność.
Chyba zawsze chciałam tu przyjechać, nie wiem dlaczego, może przez piękną melodyjną nazwę, może przez Robbiego W ;) a może...
Road to Mandalay w moim przypadku okazała się dość łatwa, wsiadłam do samolotu w Bangkoku i po niespełna 2h lotu, przesunięciu zegarka o pół godziny, przejechaniu kolejnej godziny shuttle busem Air Asia - oto jestem :)
Miasto jak miasto - nie! Aż nie wiem jak ro opisać. Ulice jak na Manhattanie - pod kątem prostym i ponumerowane, więc bardzo łatwo się zorientować w terenie. Kompletny brak oświetlenia, więc tuż po zachodzie słońca gdyby nie motorki i wystawy sklepowe byłoby jak wiadomo gdzie i u kogo. Ruch jest prawostronny, ale większość aut ma kierownice po prawej stronie i jazda - jest "niezłą jazdą..." Wszędzie mnóstwo kurzu i śmieci. Ale... da się lubić, bo ma swoje smaczki i miejscówki.
Jednak okolice Mandalay podobały mi się znacznie bardziej... Tam jeszcze cywilizacja nie dotarła, tam wszystko jeszcze jest tak jak 30 lat temu, a może jak i 50. Kurne chaty, życie ze zwierzętami pod jednym dachem, brak prądu, bieda, proste jedzenie i bardzo duża sympatia do ludzi wokół.
O zabytkach, pałacu, świątyniach, pagodach i stupach może jeszcze napiszę, bo trudno sobie wyobrazić, a mi niełatwo opisać różnorodność a zarazem jednorodność.
sobota, 9 listopada 2013
Podekscytowanie, radość, pełnia zadowolenia
Szalone to miasto, ale lubię, nawet bardzo. Dlaczego? Bo tak!
Temperatura bez względu na porę dnia nie spada poniżej 25 stopni - nigdy.
Jedzenie, na każdym kroku, bez względu czy to wypasiona knajpa, czy uliczna gar-kuchnia fantastyczne i świeże.
Na każdym rogu stragan ze świeżymi owocami. Na każdym kroku stragany z ciuchami - tylko letnimi. I całe mnóstwo innych bibelotów.
Kto nie był - bardzo polecam.
Kto był powiem, że z niewiadomych przyczyn zniknął podwieszony Tuk-tuk z Khao San Road. Normalnie zabrakło symbolu miasta :P.
Tymczasem tu już sobotni poranek, ruszamy na lotnisko DMK, by lecieć do Mandalay!
Temperatura bez względu na porę dnia nie spada poniżej 25 stopni - nigdy.
Jedzenie, na każdym kroku, bez względu czy to wypasiona knajpa, czy uliczna gar-kuchnia fantastyczne i świeże.
Na każdym rogu stragan ze świeżymi owocami. Na każdym kroku stragany z ciuchami - tylko letnimi. I całe mnóstwo innych bibelotów.
Kto nie był - bardzo polecam.
Kto był powiem, że z niewiadomych przyczyn zniknął podwieszony Tuk-tuk z Khao San Road. Normalnie zabrakło symbolu miasta :P.
Tymczasem tu już sobotni poranek, ruszamy na lotnisko DMK, by lecieć do Mandalay!
piątek, 8 listopada 2013
Bangkok zachmurzony
Podróż do. Minęła gładko, bez jakichkolwiek zaburzeń. Gdynia - Gdańsk - Warszawa - Amsterdam - Paryż - Bangkok. Wszystko o czasie i jak najlepszym porządku. Długa kolejka do Imigration, potem wymiana kasy, w taxi i do Happy House naszego hostelu w okolicy Khao San Road.
Po 3 godzinach od lądowania wreszcie mogam się położyć i trochę odpocząć po podróży.
Jest 6-cio godzinna różnica czasu z Polską, wiec skołowana jestem dość konkretnie. Ale zaraz idę wbić się w rytm miasta :)
Najważniejsze - pół świeżego ananasa patyczkiem już zjadłam a teraz idę na jakieś uliczne jedzonko... zawsze pyszne!
Jest 30 stopni... jak na listopad to nie mam na co narzekać :D
Po 3 godzinach od lądowania wreszcie mogam się położyć i trochę odpocząć po podróży.
Jest 6-cio godzinna różnica czasu z Polską, wiec skołowana jestem dość konkretnie. Ale zaraz idę wbić się w rytm miasta :)
Najważniejsze - pół świeżego ananasa patyczkiem już zjadłam a teraz idę na jakieś uliczne jedzonko... zawsze pyszne!
Jest 30 stopni... jak na listopad to nie mam na co narzekać :D
Lokalizacja:
Bangkok, Tajlandia
środa, 6 listopada 2013
Gotowa, spakowana, zadowolona :D
... choć mam wrażenie, że czegoś mi brakuje, że czegoś nie spakowałam... ale przecież mam jeszcze dzień na zakupy w Bangkoku, więc sobie poradzę :)
No to jutro wyjeżdżam - trasa na najbliższe dni
środa- Gdynia-Gdańsk-Warszawa
czwartek/piątek - Warszawa-Amsterdam-Paryż-Bangkok
sobota - Bangkok-Mandalay.
(PolskiBus, KLM i AirFrance oraz AirAsia)
O dalszych etapach postaram się informować na bieżąco - jak tylko będzie prąd i internet... i trochę czasu :)
Plecak waży ok 12 kg (w tym pół literka i cała kosmetyczka), więc się nie odźwigam jak głupia i jest sporo miejsca na nowe zakupy :P
Będę tęsknić, więc proszę o maile i komenty :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)